Niesamowicie podobają mi się przecierane koszyki w wykonaniu naszych czeskich koleżanek.
Widziałam sporo takich koszyczków, zazwyczaj przecierka wykonywana jest białą farbą na ciemniejszym tle.
Podobne w efekcie końcowym jest patynowanie, choć jest to działanie odwrotne: koszyk malowany na biało jest przecierany patyną (rodzaj farby) w ciemnym kolorze: grafitowym, czarnym, brązowym, zielonym itp.
Pokusiłam się i zakupiłam patynę (droga skubana), ale jakoś niesporo mi to idzie.
Postanowiłam więc skorzystać z pierwszej metody, której pierwsze próby pokazałam tutaj.
Tym razem zrobiłam dwie serie po trzy koszyki w każdej, dość duże w formie, takie troszkę "rustykalne". Plotłam splotem ósemkowym, potem dwa rzędy splotem z trzech rurek, później kawałek diamencikiem, znów dwa rzędy splotem z trzech rurek i na koniec ósemkowym odwrotnym.
Same kosze zostały pomalowane zapomnianymi bejcami marki "Flugger". Kupiłam je na początku przygody z wiklinką, kiedy jeszcze nie bardzo orientowałam się, co warto mieć i gdzie kupować.
Zapłaciłam za nie majątek.
Są dziwne - ni to farba, ni bejca, takie jakieś tłuste, schną dwa dni, ale dość dobrze kryją gazetowy nadruk, a maluje się nimi lepiej, niż farbą. Poza tym wystarczy położyć jedną warstwę, by uzyskać żądany kolor.
Kiedy bejca wreszcie wyschła wzięłam gąbkę do naczyń i leciutko maczając w białej farbie przetarłam w miejscach wyplatanego wzoru, takim szybkim, zdecydowanym ruchem.
Efekt jak widać, nie jestem zachwycona ale również nie zniechęcam się do tej metody i będę próbować dalej.
Dla podkreślenia stylistyki koszy oplotłam wszystkie "trzymadła" jutowym sznurkiem.
I tyle na temat próbnych przecierek
pozdrawiam





